P

ewnie nie raz to słyszeliście - że będąc w Egipcie, musicie odwiedzić Kair i zobaczyć piramidy. Przed podróżą słyszałam różne opinie - że nie warto i że to wszystko jest przereklamowane. Zabytki zrobiły na nas duże wrażenie, natomiast życie w tym mieście zaskoczyło nas. I to bardzo.

Przeludnienie

Kair jest najbardziej zaludnionym miastem w Afryce, pod tym względem zajmuje również miejsce w światowej czołówce: żyje tu ponad 19 milionów osób, choć tak na prawdę ciężko podać dokładną liczbę – mówi się, że codziennie do miasta przybywa 1000 nowych osób ze względu na możliwość zdobycia pracy. 

Nie każdemu się to jednak udaje. Problem biedy jest bardzo widoczny w Egipcie – w skrajnej biedzie żyję 20% ludności. W Kairze znajduje się tzw. Miasto Umarłych – na terenie cmentarza żyje ok. 2-3 milionów osób. Można tu znaleźć sklepy czy nawet szkoły, a ludzie żyją we wnętrzu grobowców – w niektórych „mieszkaniach” jest nawet doprowadzony prąd. W Mieście Umarłych żyją głównie osoby ubogie, niepełnosprawne, przestępcy lub bezdomni. Zajmują się handlem, poszukiwaniem żywności czy zbieraniem surowców wtórnych. Mieszkając w slumsach, zostali napiętnowani przez resztę społeczeństwa, które postrzega ich jako złodziei –  nie płacą przecież podatków, kradną wodę oraz zanieczyszczają i niszczą zabytkowe nagrobki. Miasto oferowało nawet przeprowadzkę do bloków, jednak nie było chętnych ze względu na brak perspektyw na znalezienie innego źródło utrzymania. 

 

Także w centrum Kairu jest dużo osob bezdomnych. Śpią na chodnikach lub przystankach przykryci grubymi kocami. Albo na łódkach. Niektórzy budują drewniane chatki na ostatnich, niewykończonych piętrach wieżowców. Budynki są niedokończone, ponieważ właściciel płaci wtedy niższy podatek.

Przejeżdżając przez centrum, widać, jak skrajna bieda miesza się z bogactwem – wśród zrujnowanych bloków widać luksusowe hotele. Miasto kontrastów.

To wszystko nie przeszkadza w zakładaniu wielodzietnych rodzin – nasz przewodnik mówił, że zwyczajowo dobrze jest mieć kilkoro dzieci – nawet 5 czy 7. Gdy w Polsce zachęca się do rodzenia dzieci, rząd Egiptu walczy z przeludnieniem i przyrostem naturalnym – co roku liczba mieszkańców zwiększa się o 2,6 mln, gospodarka nie daje rady. Brak wody, brak pracy. Wystartowały kampanie społeczne „dwoje wystarczy”, wolontariusze odwiedzają mieszkańców, by przekonywać ich o modelu 2+2. Rząd zaczął gwarantować darmową antykoncepcję, ruszyły programy edukacji seksualnej.

Nowa stolica

Jadąc autokarem, nagle usłyszeliśmy – a po prawej stronie buduje się nowa stolica Egiptu. Ale zaraz, jak to? Po co?

Przewodnik milczy, mówi, że nie chce poruszać tematów politycznych. Oficjalnych powodów jest kilka: Kair jest przeludniony, do nowej stolicy mają się przenieść wszystkie instytucje państwowe, banki, ma być ekologicznie i nowocześnie. W Nowej Stolicy Administracyjnej ma zamieszkać 6,5 miliona osób. Jakich? Oczywiście najbogatszych. Ale o tym nie znajdziecie ani słowa w artykułach. Przewodnik niechętnie opowiada nam, że nowa stolica ma służyć polityce, nie ludziom. Bo jeśli jakaś uchwała wejdzie w życie, która nie spodoba się społeczeństwu, nikt nie wyjdzie na ulicę, by blokować parlament czy inne urzędy. W końcu będą mieszkać tam urzędnicy i biznesmeni, 45 km od byłej stolicy. Przewodnik opowiadał, że podczas wiosny arabskiej Kair był sparaliżowany przez protesty. Na ulice wyszło 2 mln osób, wojsko nie było w stanie ich otoczyć i interweniować. Mając to na uwadze, nowy prezydent wdrożył swój plan. Nowa stolica ma zostać ukończona do 2022.

Zwiedzanie Kairu

Po powrocie usłyszałam wiele pytań dotyczących tego typu wycieczki: czy jest bezpiecznie, czy lepiej kupić ją u rezydenta czy w lokalnym biurze podróży, jak to wszystko wygląda i przede wszystkim: czy warto?

Po pierwsze: jest bezpiecznie, kupujcie tylko w lokalnych biurach.

Dlaczego? Bo nikt nie lubi przepłacać.

Przed wyjazdem sprawdzałam z ciekawości ceny na TUI czy Rainbow i wycieczka do Kairu kosztowała ok. 400 zł za osobę. W lokalnym biurze zapłaciłam za nią 50 USD/osoba, program jest w zasadzie identyczny, a przewodnik bardzo ciekawie opowiadał nam o życiu w Egipcie i dzielił się z nami ciekawostkami dot. zabytków.

Byliśmy we dwójkę, dlatego zdecydowaliśmy się wykupić wycieczkę z lokalnego biura podróży za 50 USD/osoba. Cena obejmowała ubezpieczenie, lunch i bilety do Muzeum Egipskiego.

Czy podróż była męcząca? Bardzo, głównie przez długą jazdę autokarem. Wyjazd z Hurghady był o 1 w nocy (nie opłacało się nawet iść spać), a po 8 byliśmy już na miejscu. Spałam może z 2-3h, poprzedniego dnia też koło 4h, więc moja kondycja nie była powalająca. Jeśli podróżujecie w kilka osób, warto rozważyć prywatne zwiedzanie Kairu – więcej zobaczycie, a kosztowo wychodzi niewiele drożej.

Co zabrać na wycieczkę? Na pewno jakieś ciepłe ciuchy – na miejscu było 40 stopni, ale jadąc w nocy klimatyzowanym autokarem można zmarznąć. Ja miałam na sobie długą fancy sukienkę do zdjęć, na to kurtka, szalik, czapka, a pod spodem spodnie – tak, jestem okropnym zmarzluchem, nawet w Egipcie.

Dzień przed wyjazdem zamówiliśmy także breakfast box w recepcji – w naszym hotelu można było także zarezerwować sobie late dinner.

Rejs po Nilu

Wycieczkę rozpoczęliśmy od rejsu po Nilu. Był dodatkowo płatny 10 USD, łączny czas na łodzi to jakieś 40-45 min. Nie chcieliśmy siedzieć w autokarze po tak męczącej podróży, więc stwierdziliśmy, czemu nie? Nic specjalnego się tam nie działo, mogliśmy zobaczyć Kair z nieco innej perspektywy i… to tyle w zasadzie.

Zwiedzanie Muzeum Egipskiego

Muzeum, które od zawsze chciałam odwiedzić – posiada jedną z najważniejszych kolekcji starożytności. Zostało założone w 1835 i obecnie znajduje się w nim ponad 160 tys. eksponatów, w tym m.in. wyposażenie grobowca Tutenchamona, mumie, sarkofagi oraz posągi faraonów, ich rodzin oraz służby.

Perfumeria

Kolejnym punktem wycieczki była niestety perfumeria. Stały element programu przy tego typu wycieczkach. 

Piramidy

Piramidy mają 4500 lat i należą do jednego z 7 cudów starożytnego świata, który przetrwał do dziś. Największa z nich – piramida Cheopsa, ma 147m, kolejna piramida Chefrena 137m i piramida Mykerinosa 65m wysokości. Piramidy wybudowane są z taką precyzją, że do dziś krąży wiele teorii, jak zostały wybudowane w tamtych czasach.

Od razu mówię, że nie musicie jeździć na wielbłądach, żeby sobie porobić fajne zdjęcia, wszędzie dojdziecie pieszo w takim samym czasie, bo wielbłądy i tak są prowadzone przez właścicieli, więc nie przyjedziecie tam szybciej. My nie korzystamy z tego typu atrakcji, poszliśmy sobie w ustronne miejsce i mamy fajne zdjęcia bez turystów 😉

Pamiętam, że jeszcze będąc dzieckiem, widziałam te wszystkie reklamy pokazujące turystów na tle piramid, uśmiechniętych, często jeżdżących na wielbłądach. I myślałam, że to jest super i że ja też muszę mieć zdjęcie na wielbłądzie. Ale czasy się zmieniają i obecnie jesteśmy bardziej świadomi. Od razu mówię, że nie chce was umoralniać czy oceniać, a jedynie wskazać na problem tego zagadnienia.

Jesteśmy pod piramidami. Wszyscy z naszej grupy wsiadają na wielbłądy i jadą do punktu widokowego, gdzie można zrobić zdjęcie wszystkim piramidom naraz, jak zachwalał nasz przewodnik. Tylko my zostajemy. Słyszę niespokojne porykiwania wielbłądów i koni. Co chwilę ktoś proponuje mi przejażdżkę. Jest niesamowicie gorąco, jakieś 40 stopni w cieniu. Ale cienia tu właśnie nie ma, więc odczuwalna temperatura jest jeszcze wyższa. Czy widziałam gdzieś jakieś poidło z wodą? Nie.

Podchodzę kolejno do wielbłądów i koni. Część z nich ma strupy na nogach, są poobcierane, a wszystkie konie ledwo zipią w tym upale.

I możecie powiedzieć, że wielbłądy są przystosowane do życia na pustyni, potrafią długo wytrzymać bez wody i że od lat wożą człowieka czy bagaże. Problem polega na tym, że tutaj turyści są codziennie. W bardzo dużej ilości. Takie zwierzę nie jest przystosowane by ich wozić cały dzień. I od razu odpowiem na wasze pytanie – na fajny widoczek można przejść się pieszo. I to w takim samym tempie jak na wielbłądzie, bo i tak prowadzi go właściciel, który idzie przed wielbłądem. Rozmawiając z wami słyszałam, że często słyszycie, że punkty widokowe są bardzo daleko i że przejażdżka jest obowiązkowa. To nieprawda. Na najdalszy punkt szliśmy jakieś 15 min.

Rozrywka z udziałem zwierząt jest zawsze trudnym tematem. Nic nie jest tu do końca czarno-białe. Choć często zwierzęta wyglądają na zadbane, to jednak nigdy nie wiemy, co dzieje się poza zasięgiem oczu turysty (patrz: nasza wizyta w sanktuarium (!) słoni w Tajlandii, gdzie bito małe słonie i trzymano je w kajdanach). Dlatego ja nie biorę udziału w takich atrakcjach. Nie chcę przyczyniać się do wykorzystywania i cierpienia zwierząt.

Z drugiej strony wielbłady często są jedynym utrzymaniem dla mieszkańców. Warunki życia zwierząt nie są dla nich tak ważne, szczególnie w biedniejszych krajach. Jeśli chcecie wesprzeć lokalsów, to możecie po prostu zrobić sobie selfie z wielbłądem i zapłacić za to. Inną alternatywą wydaje się być przejażdżka w mniej turystycznych miejscach. Przy naszym hotelu na plaży wieczorem chodził pan z wielbłądem. W ciągu dnia woził niewiele osób. Zwierzę wydawało się być zdrowe i zadbanye ale tak jak wspomniałam wcześniej – you never know.

Faktem jest, że jeśli więcej osób zacznie mówić o tym, jak to wygląda, to z czasem właściciele zwierząt zaczną o nie bardziej dbać i nie będą ich tak eksploatować.

Parę lat temu jeżdżenie na słoniach też było fajne – przez nagłaśnianie cierpienia zwierząt, turyści rezygnują z tego typu atrakcji. Wierzę, że każdy wybór ma znaczenie.

Nawet najmniejszy.

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.