Idealne wakacje = idealny hotel?

Planując wakacje, zawsze staram się wybrać ciekawą lokalizacje, która pozwala w miarę łatwo dostać się do interesujących nas miejsc. To oznacza, że czasem kosztem standardu stawiam na dobrą bazę wypadową w myśl idei – „i tak będziemy tam tylko spali” – i tak też było w przypadku Krety.

Po pierwsze – mieliśmy tylko tydzień i chcieliśmy zobaczyć jak najwięcej na Zachodniej Krecie, a po drugie – zdecydowaliśmy się na opcję All Inclusive z biura podróży ze względu na dość drogie loty. Jak się okazało, była to nasza ostatnia podróż zorganizowana, a sam hotel dosyć uprzykrzył nam wypoczynek.

Komentarze z internetu

Muszę przyznać, że faktycznie lokalizacja hotelu bardzo nam odpowiadała. Tuż przy plaży, 40 min do Chani i maksymalnie 2 godziny do najdalej wysuniętych plaż, które były naszym „must see”. Hotel wydawał się zadbany, w wystarczającym standardzie z fajnym basenem, okolica spokojna, ale z knajpkami.

To, co wydawało się jednak mocno niepokojące, to bardzo rozbieżne opinie. Jednak czytając komentarze myślałam, że ludzie na pewno przesadzają. Zawsze przecież znajdzie się ktoś, komu coś nie będzie pasować. Czasem przez zwykłą drobnostkę ludzie wylewają pomyje na hotel oraz koloryzują wydarzenia, nadając swoim opiniom nutę dramatyzmu. Mając to na uwadze, podeszliśmy do negatywnych opinii trochę z przymrużeniem oka (przecież na pewno nie może być tak źle), tym bardziej, że nie jesteśmy wymagającymi turystami. Byleby się przespać, zjeść cokolwiek i ruszać zwiedzać Kretę. Po długich rozmowach zdecydowaliśmy się na pobyt w Kavros Hotel Beach. Jak się okazało, był to nasz największy błąd.

I w tym miejscu chciałabym zaznaczyć, że absolutnie wszystkie negatywne opinie, z którymi zapoznałam się przed wyjazdem, sprawdziły się.

Zdjęcia kontra rzeczywistość

Po pierwsze Hotel Kavros Beach/ Beach Garden/ Yassoumi Kroitu ma jednego właściciela. To oznaczało, że wszystkie posiłki były wydawane tylko w jednym hotelu Yassoumi i co za tym idzie – brakowało jedzenia, które i tak nawiasem mówiąc było wątpliwej jakości (tak, było serio okropne). Czytając opinie, nie spodziewałam się cudów. Jednak wybór jedzenia był trochę zdumiewający – 1 zupa, 1 sos, makaron, groszek, 1 rodzaj mięsa, sałatki i może pomarańcze i ciasto na deser. W wersji all inklusive oczywiście. Wszystko leżało na tacach w pomieszczeniu z wiecznie otwartymi oknami i drzwiami, co skutkowało tym, że w obiedzie asystowały nam owady, które siadały na jedzeniu. Pół biedy, gdyby z takim wyborem byłoby to jadalne. Ale niestety tak dobrze nie było. Mięsa nie jedliśmy w ogóle, bo wyglądało podejrzanie. Nasz znajomy podjął jednak wyzwanie, co skutkowało rewolucją żołądkową oraz 2 dniami odjętymi z urlopu. Pozostałe potrawy były natomiast tak przesolone, że nie dało się ich jeść. Ostatecznie w hotelu jedliśmy tylko śniadania, które były w porządku, z obiadów i kolacji tylko pojedyncze „dania”, jak np. sałatka grecka lub pomarańcza, głównie jednak stołowaliśmy się w restauracjach poza hotelem.

Zwierzyniec, utonięcia czyli hotelowej przygody ciąg dalszy

Kolejną ciekawą rzeczą był temat zwierząt. Nasz apartament – zatęchły pokój z lat 70., który nie tylko miał tak cienkie ściany, że mogliśmy swobodnie przez nie rozmawiać ze znajomymi, lecz także miał cudowny widok na pole z gęsiami i innymi niezidentyfikowanymi przez nas ptakami. Gęsi te budziły nas codziennie swoim rykiem o 5 rano, choć sen mamy dość mocny. Prawdziwy problem zaczął się jednak, gdy klimatyzacja przestała działać już 2 raz z rzędu, co przy greckich warunkach było dosyć uciążliwe, szczególnie w nocy, gdy nie możliwa była kolejna w tym tygodniu naprawa sprzętu. Zdecydowaliśmy się otworzyć okno, co było bardzo złym wyborem – zostaliśmy pogryzieni przez komary oraz mrówki, które również postanowiły zajrzeć w zakamarki naszych bagaży. Po tej sytuacji zdecydowaliśmy, że poprosimy o zmianę pokoju. W głowie ułożyłam sobie esej uwzględniający milion argumentów, które nie budziłyby żadnych wątpliwości, że po prostu musimy dostać inne pokoje, jednak najwidoczniej panie recepcjonistki nie były zdziwione moja relacją, bo po kilku minutach same zaproponowały nam zamianę.

Co ciekawe (choć w sumie też przerażające) przed wyjazdem czytaliśmy także o przypadkach utonięć – te również miały miejsce podczas naszego wyjazdu. Na całe szczęście nie kąpaliśmy się w morzu ze względu na żwirowatą plaże oraz wejście do wody, które było strome i bardzo głębokie. Pewnego dnia byliśmy świadkiem akcji ratunkowej, w skutek której dwie osoby wylądowały w szpitalu. Niestety nie wiemy, jak te historie się zakończyły.

Ogólnie rzecz biorąc, jedynym plusem tego hotelu był basen i dobra baza wypadowa do zwiedzania Krety. Wersja „all” była jednak kompletnie bezsensowna, ponieważ ze względu na jakość jedzenia i tak codziennie stołowaliśmy się w restauracjach. Z perspektywy czasu raczej nie poleciłabym wam tego miejsca – kosztowało nas to za dużo nerwów i dodatkowo wydane pieniądze. Niemniej jednak hotel nie odebrał urokowi Krecie, którą niezmiernie Wam polecam.

Traveletter

Nie przegap dawki podróżniczych inspiracji i otrzymaj -10zł zniżki na ebooki!


Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.