Traveletter
Nie przegap dawki podróżniczych inspiracji i otrzymaj -10zł zniżki na ebooki!
No products in the cart.
Zawsze, gdy organizujemy wakacje, staramy się wybrać wersje: trochę zwiedzania i trochę opalania. Z jednej strony chcemy zobaczyć jak najwięcej, poznać inną kulturę, zwyczaje, spróbować lokalnych smakowitości oraz odkryć wszelkie niezbadane miejsca z dala od turystów, a także „zaliczyć” miejsca instagramowe i porobić fajne zdjęcia. Dużo tego, prawda?
Z drugiej strony, po całym dniu chodzenia i zwiedzania, człowiek pragnie tylko jednego: odpoczynku (i świętego spokoju od masy turystów). Choć to drugie czasem jest nieuniknione szczególnie w szczycie sezonu, to jednak plaża i przejrzysta woda zawsze pomagają.
Nie ukrywam, że przed podróżą chciałam zobaczyć wszystkie plaże, z których słynie Zachodnia Kreta. Poniżej znajdziecie nasz ranking najlepszych plaż:
Jeśli jesteś na Krecie, po prostu musisz odwiedzić to miejsce. Choć dotrzeć nie jest łatwo. Możesz to zorganizować na dwa sposoby: promem lub autem. My wybraliśmy drugą opcję – i jak się okazało, na całe szczęście!
To była pierwsza plaża, którą zobaczyliśmy na Krecie (nie licząc tej przy hotelu, która była na tyle kamienista i stroma, że nie kąpaliśmy się w niej). Dojechaliśmy tam wynajętym autem z wypożyczalni tuż koło naszego hotelu. Z tego co pamiętam, to wynajem w czerwcu 2017 kosztował nas około 35/40 EUR za dzień + paliwo.
Zbliżając się do celu, droga stawała się co raz bardziej szutrowa, więc w pewnym momencie jechaliśmy dosyć wolno, mijając także dodatkowe przeszkody – kozy, które bezwstydnie paradowały po drodze i zaglądały nam do samochodu.
W pewnym momencie zobaczyliśmy auta, która stawały tuż przy drodze, mimo tego, że do celu mieliśmy jeszcze dobre pare minut autem. Nie panikujcie i nie zatrzymujcie sie. Jedźcie dalej. Tuz przy końcu drogi znajduje się duży parking. Byliśmy na miejscu o 11 i było bardzo dużo wolnych miejsc.
Przede wszystkim: dużo wody, zakryte buty i prowiant.
Nie wiem dlaczego, ale nastawiłam się, że nie będziemy długo szli, a droga będzie łatwa i przyjemna, więc poszłam w sandałkach. Efekt? Sandałki wylądowały w śmieciach. Ostatecznie dałam rade, ale polecam jednak zakryte buty, typu adidaski, ponieważ droga jest momentami stroma i jest na niej pełno wystających kamieni.
Druga sprawa to nawodnienie. Trasa zajęła nam jakieś 30 min (uwzgledniając czas na zdjęcia w punkcie widokowym). Nie mieliśmy ze sobą dużo wody, ponieważ założyliśmy, że w tak turystycznym miejscu będą jakieś budki z jedzeniem i piciem.
To był nasz błąd. Niestety nie było ich. Żadnej. Co z tej perspektywy wydaje mi się nawet sensowne, biorąc pod uwagę warunki dotarcia tam oraz fakt, że byliśmy przed sezonem. Niemniej jednak, nawet jeśli jedziecie w sezonie, zachęcamy do własnego prowiantu, tak po prostu, na wszelki wypadek. Na naszą czwórkę na co najmniej 5/6 godzin przypadła niestety mała paczka przekąsek i rozmiękły arbuz.
Przechodząc do sedna sprawy, czyli samej plaży – była obłędna, pięknie błękitna i otoczona górami, a punkt widokowy zapierał dech w piersiach.
I najlepsze na koniec – było mało ludzi. To znaczy, było mało, póki nie przypłynął prom z turystami, którzy dosłownie wypełzli i zalali plaże. Na nasze szczęście po jakiejś godzinę już wracali – jak dla mnie to jest właśnie argument, żeby przyjechać tutaj autem. Może i nie ma jedzenia i trzeba dojść jeszcze pieszo (i wrócić!) ok. 20/30 min, natomiast można spędzić tam nieograniczony czas w ciszy i spokoju.
40 min autem od Balos znajduje się kolejna plaża – Falasarna. Na miejscu znajduje się spory bezpłatny parking oraz beach bar. Dojeżdżając do niej, możecie zobaczyć z góry otaczającą ją plantacje pomidorów.
Miejsce dużo spokojniejsze od Balos – jeszcze mniej ludzi, plaża cudownie piaszczysta, a wokół to, co wielbię najbardziej, czyli góry niemalże wychodzące z morza. Przy brzegu znajdują się też spore skałki.
Przyznam szczerze – dotrzeć tutaj z naszego hotel również nie było prosto. Trasa była dosyć kręta i w wielu miejscach stanowczo za wąska. Oczywiście dla Greków to nie problem. Klakson na zakręcie i mijanie aut na szerokość paru centymetrów.
Pomimo kilku zawrotów głowy i desperackich krzyków „uważaj!!”, zdecydowanie warto było tu przyjechać – trasa z naszego hotelu zajęła nam około 2 godzin w jedną stronę, a po drodze udało nam się zobaczyć taże kanion Kavousi.
Elafonisi jest chyba jedną z najpiękniejszych plaż, które dotąd udało nam się zobaczyć. Przepiękny lazurowy kolor wody przeplata się z różowym piaskiem. Najlepiej widać jego różowy kolor, gdy słońce zaczyna chować się za górami. Po środku znajduje się laguna, dzięki czemu woda jest ciepła i płytka, więc jest to doskonałe miejsce dla rodzin z dziećmi (choć my jako osoby bezdzietne również korzystaliśmy z uroku leżenia w takiej płyciźnie ;)).
Fajne skałki, przejrzysta woda, plaża trochę żwirowata, ale bardzo szeroka. I bardzo mało ludzi. Zdawać by się mogło, że wręcz za mało. A dlaczego? Bo to jedna z nielicznych plaż nudystów na Krecie! Panowie 60+ wysyłali nam pogardliwe spojrzenia, gdy zostaliśmy tylko w strojach kąpielowych.
Na miejscu jest restauracja Scopas Café Beach Bar – sałatka grecka była smaczna, ale reszta jedzenia niekoniecznie.
Początkowo Matala była portem rybackim, jednak swą popularność zawdzięczała przede wszystkim grotom powstałych w klifie w czasach neolitu, które do II w. pełniły funkcje katakumb. Być może o tym fakcie nie wiedzieli (lub może nie chcieli zawracać sobie tym głowy) hipisi, którzy przybyli tu w latach 60. XX w. i zamieszkiwali groty. Chill, życie na łonie natury i plaża – czego chcieć więcej?
Gdy parkujemy auto niedaleko plaży, od razu widać, że jesteśmy na plaży hippisów – wokół widać kolorowe murale.
Plaża jest bezpłatna, lecz jeśli chcecie zobaczyć groty z bliska, należy kupić bilety. Cena dla dorosłych: 2 EUR w 2017.
Nie przegap dawki podróżniczych inspiracji i otrzymaj -10zł zniżki na ebooki!
