P

rzed podróżą do Neapolu wiedziałam, że musimy odwiedzić co najmniej jedną z trzech wysp położonych niedaleko Neapolu. Mając do wyboru Ischie, Capri i Procide, planowałam zobaczyć tą ostatnią, ponieważ można tam dopłynąć w 40 min z Neapolu i zwiedzić całą w kilka godzin.

Niestety, nasz wyjazd tym razem nie posiadał planu dopracowanego w stu procentach, dlatego początkowo musieliśmy wybierać między wycieczką na wulkan a Procidą. Pogodzeni (niechętnie) z całą tą sytuacją, zdecydowaliśmy, że pojedziemy na Wulkan, a przez resztę dnia pochodzimy znowu po Neapolu. Neapol jednak po raz kolejny nas nie zachwycił. Byliśmy akurat w porcie, a ja z żalem patrzyłam na rozkład promów na Procide. Była już 14, następny wodolot był o godzinie 16:20 -Nie, nie ma sensu popłynąć na wyspę na 2 godziny – przekonywałam siebie, jednak gdy usiedliśmy w pobliskiej kawiarni, zaczęłam googlować. I znowu oglądać te wszystkie zdjęcia. -K. wiesz, że jeśli nie pojedziemy, to będziemy żałować? Ona jest przecież bardzo mała – powiedziałam i zaczęłam robić słodkie oczy. Na szczęście nie musiałam długo namawiać K., bo jemu też nie chciało się dalej zwiedzać Neapolu. Po krótkiej chwili, kupiliśmy bilety! 

Bilety 

Można kupić je online, my jednak będąc w porcie Molo Beverello kupiliśmy je bezpośrednio w kasach. Koszt był taki sam jak na stronie internetowej, tzn ok 150zł/os. w dwie strony wodolotem Snav. Wypływaliśmy o godz. 16:20, powrót był o godz. 19:00, co dawało nam prawie 2h na zwiedzanie wyspy. Podróż trwała 40 min. 

Zwiedzanie wyspy

Wyspa jest malutka (ma 4km2!), więc możecie ją zwiedzić pieszo. Myślę, że optymalny czas to jakieś 3-4 godziny wraz z obiadem. Cóż, my w ciągu tych niecałych 2 godzin trochę po niej biegaliśmy, bo obawialiśmy się, że jednak to za mało czasu, ale ostatecznie udało nam się zobaczyć główne atrakcje i już na spokojnie pozwiedzać ślicznie uliczki.

Procida diametralnie różni się od Neapolu. Przede wszystkim jest tu cicho i spokojnie, przy brzegu słychać szum fal. Przez to wszystko nasz pośpiech wydaje się zupełnie nie na miejscu. Przecież tu nikt nie goni. Ludzie, kryjąc się przed promieniami słońca i korzystając z sjesty, są w domach, a ci, którzy siedzą sobie na ławkach, z uśmiechem obserwują nasz szybki, turystyczny chód.

Zwiedzanie zaczęliśmy od Marina Grande – jest to główny port, do którego przypływają wszystkie promy i wodoloty. Wokół jest pełno sklepików, restauracji i oczywiście uroczych kolorowych kamieniczek.

Dalej mijamy plac Piazza dei Martiri, na którym znajduje się kościół Santuario S. Maria delle Grazie Incoronata z XVIIw. 

Kierujemy się na Terra Murrata – to tutaj rozpościera się najpiękniejszy widok na Procide – widać na nim bajecznie kolorowe domki oraz port Marina Corricella. To właśnie w tym miejscu zostajemy najdłużej, korzystając z ostatnich chwil ciepłych promieni słońca przed jego zachodem.

Wracając zauważam stary warzywniak i śmiesznie wyglądający owoc, którego nie odważyłam się kupić w Positano. Jak się okazuje, jest to owoc opuncji. Wybieram dwa, na spróbowanie, jednak sprzedawca, komentując po włosku, odrzuca mój wybór i sam wybiera nam najsmaczniejsze owoce, czyli te najbardziej dojrzałe. 

Następnie udajemy się do portu Marina Corricella, by z bliska zobaczyć kolorowe domostwa. Na ulicy stopniowo pojawia się więcej ludzi, restauracje, również stragany z pamiątkami zaczynają się otwierać. Rybacy nieśpiesznie porządkują liny po dzisiejszych łowach. Kolorowe domki we wszystkich odcieniach tęczy, tworzą niesamowity, trochę surrealistyczny klimat. Niebieski, stoi tuż koło jaskraworóżowego, a dalej jest zielony i pomarańczowy. – Kto zdecydował się je pomalować na taki kolory?- zastanawiamy się. Okazuje się, że nie jest to przypadkowe – ponoć żywe kolory pomagają rybakom wracającym do domu, znaleźć swoją kolorową wyspę.

Wracając kierujemy się jeszcze do sklepików z pamiątkami, by kupić rodzinie magnesy z tej pięknej wyspy. Właściciel jednego z nich jest przeszczęśliwy, że chcemy coś zakupić akurat u niego. Mówi dużo po włosku, niestety nic nie rozumiemy. Po chwili wyciąga mały czerwony wisiorek. Bazując bardziej na gestach niż na słowach domyślamy się, że ma być to dla nas prezent. „Fortuna” – to jedyne, co rozumiem po włosku. Przypatruje się wisiorkowi, który wygląda jak mała papryczka chili i przypominam sobie, że przed wyjazdem czytałam o medalionie szczęścia, którym w Neapolu jest czerwony róg. Uśmiecham się. Także gestykulując pokazuje, że wiem, o co chodzi i że bardzo dziękuję. To było takie miłe i upewnia mnie w przekonaniu, że Włosi są naprawdę bardzo gościnni.

Słońce powoli zachodzi, a my wracamy do do głównego portu, gubiąc się w urokliwych uliczkach.

Traveletter

Nie przegap dawki podróżniczych inspiracji i otrzymaj -10zł zniżki na ebooki!


Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.