– Wszystko ok? Wróciliście cali? Nie mieliście żadnych problemów? – to była pierwsza reakcja znajomych i rodziny na nasz powrót z tegorocznych wakacji. 

Trudno się dziwić. Jest wrzesień, liczba zakażeń rośnie. W mediach na każdym kroku słychać o zamykanych granicach, obowiązkowej kwarantannie czy o kolejnych odwołanych lotach. Lecieć czy nie lecieć? A jeśli tak, to jaki kraj wybrać, żeby obyło się bez niespodzianek? A może jednak nie kusić losu i sobie odpuścić? W końcu byliśmy już pod koniec lipca w Chorwacji, a koszty teoretycznej kwarantanny lub utrudnionego powrotu do kraju mogą słono kosztować.

Co robię w takiej chwili? Kupuje bilety.

Ale nie była to do końca spontaniczna decyzja. Miałam i tak zarezerwowany 2 tygodniowy urlop na początku września (miał być on częściowo przeznaczony na Bali, ale wiadomo – jest jak jest, na razie można zapomnieć o kierunkach egzotycznych) i w zasadzie dosyć dużo niewykorzystanego urlopu, który musiałam „wybrać” w tym roku. Lepiej teraz, niż w listopadzie, nawet jeśli zostałabym w Polsce.

Pod koniec sierpnia zaczęłam więc bacznie obserwować sytuacje w poszczególnych krajach. Wyjazd poza Europe całkowicie odpuściłam ze względu na hipotetycznie trudny powrót. Co więc zostaje? Grecja? Wyrywkowe testy na lotniskach – wiem, że nie są one zawsze przeprowadzane, ale wciąż istnieje ryzyko. Dla mnie odpada, szczególnie, że jedziemy ze znajomymi, którzy codziennie mają styczność z wieloma osobami. Hiszpania? Niestabilna sytuacja, nasz rząd co chwile zmienia zdanie, ostatecznie znajduje się ona na liście obejmującej zakaz lotów.

Pod lupę biorę więc Włochy. Proporcjonalnie do ilości zaludnienia jest mniej zarażonych niż w Polsce, więc małe prawdopodobieństwo, że zamkną granicę dla turystów. W Polsce też raczej nie wspomina się o nim jako o kraju ryzyka, lecz dużo osób, mając z tyłu głowy jeszcze wspomnienia z marca, odpuszcza ten kierunek.

Rozmawiam z moim tatą, mówię o moim pomyśle, że chyba te Włochy i że podejmiemy ryzyko. -Oszalałaś – słyszę – przecież ewakuują Sycylie przez koronawirusa! – Co? Jak to możliwe, o niczym nie słyszałam, a codziennie czytam wiadomości! – zaczynam gorączkowo sprawdzać internet. No tak, okazuje się, że ewakuują kilku turystów z Sardynii. Od tej chwili postanawiam już nikomu nie wspominać o wyjeździe i skupić się na suchych faktach.

Mój urlop zaczyna się w piątek, w czwartek znajduje bilety z Ryanaira do Neapolu w niezłej cenie z Krakowa, wylot w niedziele. To, co? Kupujemy? – pytam K. – Jak chcesz. Najwyżej wrócimy autem.

Sprawdzam pogodę w Neapolu. 32 stopnie, u nas 16, pada. Kupuje bilety.

Organizacja wyjazdu

Szczerze, organizacja wyjazdu na ostatnią chwile była dla mnie dosyć stresująca. Szczególnie, że jechaliśmy w region Włoch, który bardzo dużo oferuje i niekoniecznie są to same piękne plaże. Nastawiliśmy się głównie na zwiedzanie, połączone z niewielkim odpoczynkiem przy basenie. Do ostatniej chwili czekałam z rezerwacją hotelu i auta, bo nie mieliśmy pewności, czy jednak, z jakiś powodów lot nie zostanie odwołany.

Lot

Choć rozważaliśmy czarter z Rainbow, odrzuciliśmy go ze względu na datę oraz godzinę i miejsce wylotu.

Udało mi się w końcu kupić bilety z Ryanaira na trasie Kraków – Neapol, w terminie 6 – 13 września za niecałe 500zł z małym bagażem. Wiem, że takie bilety można kupić taniej, ale ze względu na masowe odwoływanie lotów, czekaliśmy prawie do ostatniej chwili, stąd oczywiście wyższa cena.

Parking „Balice Lot24” znaleźliśmy na parklot.com – w cenie 55zł mamy zapewniony parking na tydzień oraz transfery na lotnisko, do którego jechaliśmy 5 minut. Bardzo polecamy, wszystko załatwione szybko i bezproblemowo.

Na samym lotnisku jest trochę ludzi. W zasadzie więcej, niż się spodziewałam. Przed wejściem jest mierzona temperatura, maseczki oczywiście obowiązkowe cały czas. Można je zdjąć tylko w strefie gastronomicznej.

W samolocie 80% zajętych miejsc, więc udaje nam się usiąść razem. 

Na lotnisku w Neapolu brak pomiaru temperatury, jednak każdy musi przejść przez bramkę i patrzeć w kamerę (nie wiem, jaki był sens, skoro i tak wszyscy byli w maseczkach). Oprócz tego wszystko funkcjonowało jak zwykle. Pamiętam, że tylko w drodze powrotnej, już siedząc w samolocie, dostaliśmy karty do wypełnienia – trzeba było podać takie informacje jak imię i nazwisko, adres zamieszkania, data oraz numer miejsca na pokładzie. Wypełniliśmy te druczki, jednak w samolocie był kompletny chaos – oczywiście nikt nie miał długopisu, a załoga zupełnie nie rejestrowała, kto oddawał karty, a kto nie. Więc trochę pic na wodę. Nasz znajomy nie oddał formularzu i nikt się nawet nie zorientował.

Nocleg

Neapol. Trzy pierwsze informacje, które znajduje o tym mieście to: mafia, śmieci i imigranci. Nie brzmi zachęcająco. Dodatkowo dowiaduje się, że wszyscy jeżdżą jak szaleni i często kradną auta. Dzień przed wylotem nie znajduje ciekawych miejsc w Neapolu z parkingiem, sprawdzam więc co raz dalsze rejony. – Pamiętaj tylko, musi być basen – jeden z wymogów znajomych. W sumie czemu nie, wokół same płatne plaże, których zdjęcia nie do końca mnie ujmują.

Znalazłam.

Piękna duża willa w Casercie, ok. 40 km od Neapolu. Z parkingiem i basenem. Nie to mnie jednak przekonało. Od zawsze marzyły mi się wakacje w hotelu z typowo włoskim klimatem. Żadne sieciówki, które wyglądają tak samo.

Na zdjęciach zobaczyłam cudowne kafle na podłodze. – Zobaczycie, będzie pięknie.- Mimo moich zapewnień, nikt nie był do końca przekonany. Ale miałam racje! Zresztą zdjęcia mówią same za siebie.

Kozak Vilage Suite (KLIK!) to prywatna willa położona na obrzeżach Casserty. Właściciele są przemili – dowiedzieliśmy się, że są z Ukrainy, jednak od ponad 20 lat mieszkają we Włoszech. I uwaga, duża niespodzianka w dniu przyjazdu –  świetnie mówią po polsku! Od jakiegoś czasu prowadzą na parterze ukraińska restaurację, która działa przeważnie w weekendy – są tam organizowane różne przyjęcia – my akurat trafiliśmy na ukraińskie wesele dzień przed powrotem 😉

Co ważne, na pierwszym piętrze mieszkają tylko właściciele, a apartament na 2 piętrze wynajmują przez Booking. To oznaczało, że obiekt i basen był w zasadzie tylko dla nas – jedynie wieczorami spotykaliśmy właścicieli, a tak – cisza i spokój, turystów brak.

Willa została odnowiona w 2019 i szczerze, to dużo lepiej prezentuje się na żywo, niż na zdjęciach na Bookingu. Ogromny ogród, bezpłatny parking, duży basen, z którego można korzystać w godzinach 10 – 20.  Wewnątrz budynku duże marmurowe schody, które prowadzą do naszego 120 metrowego apartamentu: 2 sypialnie, 2 łazienki, ogromny salon połączony z kuchnią i duży taras – w zasadzie co wieczór kupowaliśmy pizze z pobliskiej restauracji i sącząc wino, podziwialiśmy zachody słońca leniwie rozlewające się nad górami.  Z kolei z okien sypialni codziennie witał nas Wezuwiusz.

Co ciekawe, apartament był bardzo tani jak za taki standard – za 7 nocy za 4 osoby zapłaciliśmy 1978 zł.

Jeśli chodzi o położenie, to 5 min od apartamentu znajdują się 2 restauracje z przepyszną pizzą, 10 min kawiarnia ze świetną kawą, a 15 min pieszo znajduje się Lidl.

Jedynym minusem był dojazd. Z lotniska dojechaliśmy do dworca głównego w Neapolu Alibusem (5 EUR/osoba) i stamtąd wsiedliśmy w pociąg, który bezpośrednio dojeżdżał do Casserty. Bilety można kupić na dworcu w automatach, nie potrzebna jest wcześniejsza rezerwacja. Koszt 3,40 EUR/osoba. Pamiętajcie, że musicie je skasować przed wejściem do pociągu, inaczej bilet będzie nieważny! Cenny protip – niektóre kasowniki są dziwne. Przynajmniej ja takich nigdy nie spotkałam (ale w sumie rzadko jeżdżę pociągami), niemniej jednak podzielę się instrukcją obsługi 🙂 – jeśli nie możecie skasować biletu, to musicie go przesunąć do góry i w prawo – taka informacja znajduje się oczywiście na samym kasowniku, ale jeśli jesteście w stresie, bo wasz pociąg odjeżdża za 3 min, to możecie tego nie zauważyć 😉

W tych automatach możecie kupić bilety na połączenia regionalne. Po lewej stronie dworzec Garibaldi – jak widać, ludzi w zasadzie brak.

Podróż pociągiem zajęła nam ok. 40 min. Niestety na miejscu nie mogliśmy znaleźć żadnej taksówki, a do naszego apartamentu mieliśmy 45 min pieszo! Uber pokazywał wolna taksówkę za 30 min, niestety koszt był nieznany (nie wiem dlaczego, ale Uber nigdy nie pokazywał nam ceny taksówek we Włoszech – cena byłaby widoczna dopiero po jej zamówieniu…). 

Nie chciało nam się czekać, więc stwierdziliśmy, no dobra, idziemy pieszo z naszymi walizkami. Przejdziemy się, przecież już nam się nie spieszy i przecież są wakacje. Nie wzięliśmy pod uwagę tego, że o 15 będzie jeszcze tak cholernie gorąco. I tak w pocie czoła, bez wody (sklepy pozamykane, bo przylecieliśmy w niedziele), przez 45 min szliśmy umierając z pragnienia do naszej pięknej willi, która w dodatku była na wzniesieniu.

Jeśli nie chcecie powtarzać naszego błędu, to podaje wam numer do taksówkarza, którego złapałam na dworcu w Cassercie pewnej nocy, wracając z Neapolu. Franscesco podwiózł nas do apartamentu za 8 EUR. Numer: + 39 328 834 0115. Najlepiej kontaktujcie się przez Whatsappa. Co ważne, z Francesco można dogadać się po angielsku, więc bardzo polecamy!

Auto

Nie wiem, jakie wy macie doświadczenie z rezerwacja auta we Włoszech, ale w przypadku Neapolu okazało się, że dużo firm nie pracuje w niedziele – akurat w dniu, w którym przylatujemy!

Zazwyczaj robimy tak, że w dniu przylotu wynajmujemy auto na lotnisku (wcześniej rezerwujemy ze względu na korzystniejszą cenę) i oddajemy w tym samym miejscu w dniu odlotu. Niestety, tym razem nie udało się. Wyszukiwarka pokazywała nam tylko duże busy, po kilka tysięcy za 5 dni. Jakimś cudem znaleźliśmy auto w niezłej cenie przez Booking – cena za 5 dni 664 zł. Okazało się, że to rodzinna firma Ecovia, swoją siedzibę mieli przy 32 Piazzale Vincenzo Tecchio, 80125 Neapol.

Bardzo istotne było dla nas wybranie pełnego ubezpieczenia, która obejmuje już udział własny w szkodzie. Jest to bardzo ważne, ponieważ w przypadku wypadku nie będziemy obciążeni żadnymi kosztami. Polecam dokładne czytanie warunków umowy – czasem cena wynajęcia auta jest atrakcyjna, lecz udział własny może obejmować kilka tysięcy złotych.

Zazwyczaj zwrotna kaucja jest także wymagana. W naszym przypadku było to 500 EUR. I tutaj raz jeszcze podkreślam, czytajcie umowę! Na naszej było napisane, że w przypadku kaucji jest wymagana karta kredytowa, gotówka nie jest akceptowana. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że mam tylko karty debetowe, w związku z czym wypożyczalnia nie chciała nam udostępnić auta! Po długich negocjacjach musieliśmy dopłacić aż 78 EUR za wynajem. Nie mieliśmy niestety innego wyjścia, karta kredytowa była podkreślona na czerwono w umowie, dobrze, że w ogóle zgodzili się wypożyczyć nam auto.

Wypożyczalnia jest co prawda na obrzeżach Neapolu, ale z tej perspektywy wybór był świetny – z dworca głównego (Garibaldi) wsiadacie w metro lub kolejkę oznaczoną linią niebieską (my jechaliśmy metrem nr 2) i wysiadacie na przystanku Campi Flegrei, a stamtąd macie już tylko 5 minut pieszo do biura. Co najważniejsze, jedziecie tylko pare minut po Neapolu i chwile po tym wskakujecie już na autostradę.

Przyznam szczerze, że wynajmowaliśmy samochód w wielu krajach i uważam, że K. jest świetnym kierowcą, który radzi sobie w każdych warunkach, jednak gdy zobaczyłam jego zestresowaną minę, sama zaczęłam się denerwować, czy oddamy auto w całości.

Znak stop służy chyba tylko do ozdoby, nagle z dwóch pasów robi się pięć (oczywiście bez linii na drodze), nikt tu nie używa kierunkowskazów, tylko nieśmiało auto z pasa obok zaczyna wjeżdżać na twój pas. Oprócz tego brak znaków i ogólny chaos, jazda na tzw. czuja.

Ostatecznie daliśmy radę, ale po samym Neapolu poruszaliśmy się metrem/kolejką lub pieszo.

Komunikacja

Jeśli auto odpada w waszym przypadku, polecamy miejską komunikacje, która działa bardzo sprawnie. Tylko z lotniska dojechaliśmy Allibusem do dworca (bilet 5EUR/dorosły), natomiast przez cały Neapol poruszaliśmy się za pomocą metra lub kolejki. Korzystaliśmy z poniższej mapki:

Bilety można kupić w specjalnych biletomatach, jednak czasem zakup jest możliwy tylko u Pani w okienku. Bilet na metro kosztuje 1,10 EUR/dorosły, dystans nie ma znaczenia. W przypadku kolejki cena uzależniona jest od długości trasy. Jeśli nie wiecie, gdzie kupić bilety, gdzie je skasować lub macie jakiekolwiek pytania, możecie śmiało pytać pracowników z okienka lub z punktu obsługi klienta. Gdy nie byliśmy pewni, jak kupić bilety na pociąg, miły Pan pokazywał nam krok po kroku, co i jak, a nawet podszedł z nami do kasownika, żeby upewnić się, że dobrze je skasujemy!

Traveletter

Nie przegap dawki podróżniczych inspiracji i otrzymaj -10zł zniżki na ebooki!


Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.