Czy warto pojechać choć na jeden dzień z Chorwacji do Bośni i Hercegowiny? Zdecydowanie tak. Choć BiH graniczy Chorwacją, jest to zupełnie inna rzeczywistość –  bardziej kolorowa, ale też momentami smutna.

Wjazd do Bośni i Hercegowiny

Do BiH możemy wjechać bez paszportu, jeśli nasz pobyt nie jest dłuższy niż 30 dni. Potrzebny będzie jedynie dowód osobisty. Jeśli jedziecie autem, pamiętajcie o zabraniu dokumentów, w tym także Zielonej Karty. Nasza była zawarta w wynajmie auta.

Do Mostaru jechaliśmy drogą krajową – wbrew zasłyszanym opiniom, były one w dobrym stanie. Pilnowaliśmy także, by nie przekraczać dozwolonej prędkości ze względu na możliwe częste kontrole policji. W obydwie strony nie spotkaliśmy jednak żadnego patrolu. Być może było to spowodowane tym, że że podróżowaliśmy w środku tygodnia, a to wiadomo, przeważnie oznacza dużo mniejszy ruch na drodze.

Waluta

Obowiązująca jednostką monetarną dla BiH jest aktualnie marka bośniacka (marka zamienna). Na miejscu jednak płaciliśmy w euro, zdarzało się też kunami chorwackimi. Warto zabrać ze sobą gotówkę, ponieważ w większości miejsc nie można płacić kartą.

Mostar – miasto pamięci

Darmowy parking znaleźliśmy niedaleko wieży snajperów – czyli dawnego banku. Jego lokalizacja i wysokość sprawiały, że podczas wojny domowej chorwaccy żołnierzy strzelali z niego do ludności cywilnej, która chciała przedostać się na drugi brzeg rzeki.

Wysiadając z auta, od razu naszym oczom ukazały się ślady wojny. Zniszczone budynki, dziury po kulach, murale przypominające o strasznym rozlewie bratobójczej krwi. Celowo nikt nie remontuje pustostanów, by pozostały one świadectwem tego, co się stało.

Trudno pisze się o takich rzeczach, jeszcze trudniej się na to patrzy. Szczególnie przykro było moim rodzicom, którzy sami żyli w ciężkich czasach i doskonale pamiętali wydarzenia po upadku Jugosławii. – Najgorsze było to, że sąsiedzi, którzy przez lata żyli w zgodzie, nagle zaczęli podrzynać sobie gardła – wspominał mój tata. Do dzisiaj miasto jest podzielone na część chrześcijańską i muzułmańską.

W atmosferze zadumy, szliśmy w kierunku centrum. Naszym pierwszym punktem był meczet Koski Mehmed Pasha, który jest największym meczetem w BiH. Wstęp płatny (około 15zl/dorosły), można też wejść na wieżę.

Przed wejściem należy zdjąć obuwie oraz zakryć kolana i ramiona. Na miejscu można bezpłatnie pożyczyć chustę.

Idąc w kierunku mostu, mijamy liczne stragany, sklepy z pamiątkami, gdzie można kupić lokalne produkty (wina, oliwy, przetwory) oraz rzemieślnicze wyroby. Blask naczyń aż bije po oczach, a kolory dywanów i lamp przyciągają wzrok. W kontraście do tych żywych kolorów, znowu spotykamy się z szarą rzeczywistością. Chyba w żadnych kraju nie widziałam tyle osób, które żebrały. A szczególnie nigdy nie widziałam aż tylu żebrajacych dzieci, które samotnie błąkały się po ulicy. Bardzo małych, czasem nawet 4-5 letnich.

Skoki do wody

W końcu naszym oczom ukazuje się Stary Most, widok niczym z obrazka – bujnie zielona dolina, którą przecina Neretwa. Most powstał w XVI w czasach panowania osmańskiego i został zburzony w 1993 przez wojska chorwackie. Udało się go odbudować w 2004r. i obecnie jest wpisany na liste UNESCO. Na samym moście jest dosyć ślisko i tłoczno. Wszyscy stoją wokół śmiałka, który chce skoczyć z 24 metrów. Po co? By udowodnić swe męstwo. I przy okazji trochę dorobić. Ponoć 20 EUR kosztuje zwykły skok, a 100 EUR skok na główkę. Skakać mogą tylko członkowie klubu.

Gdzie dobrze zjeść i wypić bośniacką kawę?

Jeśli macie ochotę na obłędnie grillowaną rybę, polecam wam restauracje Hindi Han (Jusovina bb, Mostar 88000, Bośnia i Hercegowina), która położona jest tuż nad rzeką. Ryba rozpływa się w ustach, skórka jest chrupiąca i posypana różnymi ziołami. Dodatkiem do niej jest znana z Chorwacji blitva. Będąc w Bośni, musicie koniecznie skosztować także bośniackiej kawy – jest serwowana w tradycyjnych dzezvah wraz rahat lokum, czyli słodką turecką galaretką. Według tradycji nie można kawy wypić od razu lub w pośpiechu – należy poczekać, aż się zaparzy, a dopiero potem niespiesznie napić się tego aromatycznego napoju.

Odwiedziliśmy także restauracje Sadrvan, gdzie również można zasmakować bośniackiej kuchni. Zamówiliśmy Plate Sadrvan, czyli miks lokalnych specjałów – oczywiście pojawił się ajvar, gulasz, cevapcici (mielone wołowe mięso uformowane w kotleciki), sarma (mini gołąbki), a to wszystko podane z płaskim chlebkiem czosnkowym. Nie jadłam, ale ponoć było pyszne. Ja z kolei zamówiłam klepe, czyli pierożki bośniackie podawane ze śmietaną, jednak były trochę rozgotowane.

Podsumowując – Bośnia i Hercegowina jest miejscem niezwykłym. Choć nadal widać tu pozostałości wojny, to same miasteczko jest bardzo urokliwe, a kultura muzułmańska sprawia, że to miejsce jest wyjątkowe.

Traveletter

Nie przegap dawki podróżniczych inspiracji i otrzymaj -10zł zniżki na ebooki!


Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.