P

o intensywnym dniu zwiedzania świątyń w Bangkoku, postanowiliśmy udać się do byłej stolicy Tajlandii, a właściwie Syjami, czyli Ayutthayi. Miasto należy do dziedzictwa Unesco i pochodzi z XIV w. Niestety w XVIII w. zostało zniszczone przez Birmańczyków i nigdy go już nie odbudowano. Ruiny świątyń i pałaców mają jednak swój niepowtarzalny charakter.

Transport

Autthaya jest oddalona od centrum Bangkoku ok. 80 km. Możecie tam dojechać taksówką (wydaje mi się, że taksówkarz proponował nam 4000 bht od osoby za podróż w jedną stronę), busem lub pociągiem. W pierwszą stronę pojechaliśmy pociągiem trzeciej klasy, a wracaliśmy busem i właśnie takie rozwiązanie polecamy wam najbardziej.

Taksówką podjechaliśmy na dworzec główny przy Hua Lamphong Stadion i kupiliśmy bilety za 15bht od osoby (w przeliczeniu wychodzi jakies 2zł). Nasz pociąg odjeżdżał o 9:25, rozkład jazdy znajdziecie tutaj:
http://www.thailandtrains.com/train-times-tickets-bangkok-to-ayutthaya/

Trzecia klasa jest zaznaczona jako „ordinary”. Tak naprawdę różnica między trzecią a drugą klasa polega na tym, że pociąg 2 klasy jest troche bardziej nowoczesny i posiada klimatyzację. Czas dojazdu w obu przypadkach jest porównywalny i w godzinnach porannych wynosi on niecałe 2 godziny. Wynika to z tego, że pociągi w Bangkoku nie mają pierwszeństwa i samo wyjechanie z miasta zajmuje około godziny.

 

Mój znajomy wracał z Ayutthayi pociągiem 2 klasy po godzinie 16 i był w Bangkoku około godziny 19. Mając to na uwadze, wracaliśmy minibusem za 60 bth od osoby, a podróż do centrum Bangkoku zajęła nam niecała godzinę. Doliczmy do tego czas dojazdu do hotelu taksówką ok. 30 min, więc droga powrotna zajęła nam 1,5 godziny. Busy z Ayutthaya kursują co 30 minut z Mo Chin Bus Terminal.

Podróż pociągiem

To dopiero była przygoda. Dziury w siedzeniach, niedziałający wiatrak zamiast klimatyzacji, o toalety nawet nie pytajcie. Największą atrakcją byli jednak ludzie, którzy z nami podróżowali – w 90% byli to lokalsi. My też wzbudzaliśmy ich zainteresowanie – Tajowie szczerzyli się do nas i pytali, dokąd jedziemy, udzielali rad, gdzie wysiąść lub co można robić na miejscu.

W pewnym momencie dosiadł się do nas Taj, który mówił całkiem nieźle po angielsku i jak się okazało, mieszkał przez rok w Brukseli. Byliśmy bardzo zdziwieni, że znał praktycznie każdą stolicę Europy i co chwilę pytał się, czy byliśmy w miejscu wymienionym przez niego. Następnie zaczął dopytywać się, jak długo jesteśmy w Tajlandii i jakie są nasze plany na kolejne dni. Gdy usłyszał, że niestety nie będziemy w Chiang Mai, zaczął szperać w swoim plecaku i podarował nam koraliki zakupione właśnie w tym miejscu! Powiedział, że był tam ostatnio i że to wielka szkoda, że nie uda nam się zwiedzić tego pięknego miejsca, ale na pociechę dostaniemy chociaż to 😉 dodatkowo podarował nam naklejki na samochody, które mają przynieść szczęście w podroży (przynajmniej tak go zrozumieliśmy).

Prezenty były dla nas bardzo zaskakujące, ale jednocześnie cała sytuacja była dla nas bardzo miła. Niestety nie mieliśmy żadnych polskich pamiątek ze sobą, które moglibyśmy podarować temu uprzejmemu panu w podzięce za tak miły gest. Resztę podróży spędziliśmy na rozmowie z nim. Po jakimś czasie zauważyliśmy, że mężczyzna przechadza się co jakiś czas po pociągu ze swoją torbą ze śmieciami. Z biegiem czasu śmieci zaczęło ubywać. Jak się okazało, nasz miły pan Taj – który mieszkał w Europie i był wykształcony, wyrzucał śmieci. Ale nie do koszy, ponieważ tych w Tajlandii jest bardzo mało. Wyrzucał je przez okno. Tak, właśnie. Prosto na mijane pola. Widzieliśmy, że trasa jest zaśmiecona i zastanawialiśmy się, skąd tyle śmieci na takim pustkowi. Odpowiedź przyszła sama. Było to bardzo smutne, że świadomość ochrony środowiska jest tak niska, szczególnie u osób mających wykształcenie. Jak się okazało, jest to niestety bardzo duży problem w Tajlandii. Znaleźć kosz na śmieci graniczy z cudem, szczególnie w mniejszych miejscowościach lub na plażach. Wiele razy musieliśmy nosić śmieci ze sobą, czasem zanosząc je do hoteli, bo tylko tam był kosz na śmieci. Co z nimi robił hotel? Tego już nie wiemy…

Ayutthaya – zwiedzanie

Gdy wysiedliśmy z pociągu, od razu zostaliśmy otoczeni przez gromadę panów z tuk tuków. Jeszcze przed podróżą rozważaliśmy zwiedzanie miasta rowerami, które można wypożyczyć bardzo tanio (50bht za dzień). Nie do końca zdawaliśmy sobie jednak sprawę, jak bardzo jest tu gorąco i że trasy między poszczególnymi obiektami są całkiem spore, ba, czasem trzeba nawet jechać ruchliwa ulicą, pamiętając o tym, że ruch jest lewostronny! 

Mając to na uwadze, stwierdziliśmy, że wypożyczymy tuk tuka i na spokojnie będziemy zwiedzać poszczególne świątynie. Wynajem tuk tuka kosztował 400 bht, po negocjacji rzutem monetą 😉 Mogliśmy w tym czasie zobaczyć najważniejszych 5 miejsc. Całość zajęła nam mniej wiecej 3-4 godziny. Pamiętajcie o stosownym ubraniu. Mężczyźni mogą wejść do świątyń w krótkich spodenkach.

Ceny: 3 x 50 bht + 20bht, jedna świątynia była bezpłatna. Łącznie 170 bht za zwiedzenie 5 świątyń.

Oto miejsca, które zobaczyliśmy:

  • Wat Yai Chai Mongkhon
  • Wat Phra Mahathat – najsłynniejsza światynia z głową Buddy wrośniętą w drzewo
  • Wat Phra Si Sanphet
  • Wat Lokkayasutharam – leżący 45metrowy Budda
  • Wihan Phra Monghon

Ogólnie Ayutthaia zrobiła na nas ogromne wrażenie – ruiny świątyń zrobiły na kolosalne wrażenie, podobało nam się tutaj o wiele bardziej, niż w bogato zdobionym Grand Palace.

Traveletter

Nie przegap dawki podróżniczych inspiracji i otrzymaj -10zł zniżki na ebooki!


Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.