M

eksyk marzył mi się od dawna. Nawet planowałam, że polecimy tam pod koniec zimy. Ale siedząc w pracy, nagle zobaczyłam bilety czarterowe w świetnej cenie - 1999zł za 2 tygodnie, powrót przed świetami Bożego Narodzenia. Niestety wylot już za 2 dni z Warszawy. Wysłałam ofertę do K., mówiąc - "Zobacz, jaka cena! Szkoda, że nie pojedziemy." "Kupuj" - dostaję SMSa od K. Dzwonię do niego. "Przecież nie dostaniemy urlopu i nie ogarniemy w 2 dni wyjazdu na 2 tygodnie!" Ale K. naciskał, powiedział, że zapyta się szefa, jak się zgodzi, to ja też mam próbować. Nastawiona bardzo sceptycznie, przeglądam dalej czartery. Udaje mi się znaleźć bilety w tej samej cenie, ale z wylotem z Poznania dopiero za 4 dni! Wyjazd nagle wydał mi się rzeczywisty. Dostajemy urlopy i kupuję bilety, nie wiedząc praktycznie NIC o Meksyku. Przez 4 dni mało jedliśmy i spaliśmy, ale udało nam się ogarnąć plan na 15 dni, który był całkiem niezły. Poniżej znajdziecie plan podróży oraz garść przydatnych informacji.

Loty

Czartery z Polski są przeważnie drogie, ale warto obserwować oferty, bo można trafić na taką ofertę jak my! Bilety kupiliśmy na stronie Rainbow za 1999zł za 15 dni z wylotem z Poznania. I przyznam, że szczególnie w czasach pandemii, był to świetny wybór ze względu na brak przesiadek – mniej stresu, zero niespodzianek w formie dodatkowej papierologii. No i też duży komfort – 12h i jesteśmy na miejscu.

Lecieliśmy LOTem – naczytałam się bardzo dużo negatywnych opinii, więc nie miałam żadnych oczekiwań. Okazało się, że jest całkiem przyzwoicie. Obsługa bardzo miła, bardzo wygodne fotele. Dostaliśmy poduszkę, kocyk oraz słuchawki do monitora – obejrzeliśmy kilka filmów, które niedawno były w kinie. W trakcie lotu dostaliśmy 2 posiłki wliczone w cenę – obiad, deser i przekąskę w formie kanapki (są dostępne wersje wegetariańskie!), do naszej dyspozycji jest też woda oraz kawa i herbata.

Początkowo braliśmy też pod uwagę Aeromexico oraz Tap Portugal- są całkiem niezłe połączenia z Berlina oraz Madrytu.

Wymagane dokumenty

Covid – Obecnie Meksyk nie wymaga testów ani paszportów covidowych, natomiast trzeba mieć ze sobą kod QR, który można pobrać z tej strony KLIK. Należy go wypełnić 12h przed wylotem, wydruk nie jest potrzebny. Należy mieć go ze sobą podczas przylotu i wylotu. Nam sprawdzali przy wylocie.

Paszport – ważny co najmniej 6 miesięcy. Przy przylocie dostajemy także bezpłatną wizę, której nie można zgubić (ponoć wtedy należy zapłacić 30$).

Prawo jazdy międzynarodowe – teoretycznie nie jest potrzebne, ale jest to warunek konieczny w wielu wypożyczalniach aut. Jeśli jednak uda wam się wypożyczyć auto bez międzynarodowego prawa jazda, to problem może pojawić się podczas wypadku czy stłuczki – ponoć firmy ubezpieczeniowe mogą nie pokrywać wtedy pieniędzy za szkodę. Warto więc wyrobić sobie taki dokument – koszt wyrobienia we wrocławskich urzędzie to 35 zł, trzeba mieć ze sobą także aktualne zdjęcie. Czas oczekiwania – przeważnie do 2 dni. Polskie prawo jazdy także będzie potrzebne, jeśli chcecie wynająć auto.

Czy my nie mieliśmy międzynarodowego prawa jazdy, dowiedziałam się w sumie o tym przypadkiem, więc zwolniłam się z pracy i wybiegłam z domu bez makijażu do fotografa (któremu jeszcze popsuł się aparat i miałam przez to 30 min obsuwę), żeby rzutem na taśmę zdążyć przed zamknięciem urzędu? Na miejscu dotarłam przed Krzyśkiem, zarezerwowałam mu miejsce (opowiedziałam urzędniczkom o naszej sytuacji i wyjeździe w sobotę) i całe szczęście, bo dotarł na miejsce 3 minut przed zamknięciem i wpuścili go tylko ze względu na moją „rezerwacje” xD  Dobłagaliśmy panie, żeby dokumenty były gotowe do piątku i UFF, udało się. Odbiór prawka w piątek po południu, a wylot w sobotę 😀

Ubezpieczenie 

Standardowo wzięliśmy z Allianza takie, które pokrywa praktycznie wszystko. Tanio nie wyszło, bo ponoć Meksyk razem ze Stanami jest najdroższy w kategorii ubezpieczeń. Koszt 394 zł.

Lotnisko w Cancun

Po pierwsze, wylądowaliśmy przed północą, kantory, sklepy i restauracje były zamknięte. Pieniądze i kartę sim musieliśmy załatwić poza lotniskiem.

Co ciekawe, lotnisko składa się z 4 terminali, które są położone od siebie czasem 1-1,5km! Dobrze jest więc wiedzieć, z jakiego terminala odlatujecie. Nie mogłam znaleźć tej informacji na stronie Rainbow/LOTu oraz lotniska – pamiętajcie, że w takiej sytuacji informacji udzieli wam rezydent (warto wziąć sobie jego numer na lotnisku w Polsce przy okienku Rainbow). Jeśli wylądujecie na złym terminalu tak jak my, to nie dajcie się naciągnąć na taksówkę – po lotnisku jeździ darmowy busik co 15-20 min.

Z lotniska do centrum miasta jeżdżą busy ADO za 20 zł co 15-20 min.

Waluta 

Walutą jest peso meksykańskie. Najbardziej korzystny przelicznik znaleźliśmy w Banco Azteca w Tulum. Niestety, na raz można kupić tylko 300$ i do tego są spore kolejki. Będziecie musieli pokazać swoje paszporty i podać adres zakwaterowania.

W kantorach jest dużo drożej, my znaleźliśmy całkiem spoko w Playa del Carmen. Dokumenty też są potrzebne w kantorach.

Karta czy gotówka? 

My płaciliśmy i tak i tak. W sklepach i większości restauracji nie ma problemu z płatnością kartą, jednak czasem (np. na Holbox) doliczają prowizję 5% za transakcję. W niektórych miejscach nie można płacić kartą (street food, niektóre restauracje, pralnie, atrakcje), więc warto mieć ze sobą zawsze gotówkę.

Wynajem auta 

Auto wypożyczaliśmy z firmy Mex Rent a Car z lotniska, ale nie polecamy wam tej firmy. Miała takie sobie opinie, ale niestety nie mieliśmy już prawie wyboru, rezerwując auto 3 dni przed wylotem. Ceny zwalały z nóg. Wypożyczyliśmy przez pośrednika Discover Cars, wykupiliśmy drugiego kierowcę, full ubezpieczenie. Kaucja miała wynosić 1000 USD, natomiast na miejscu pan z wypożyczalni powiedział, że jego warunki pośrednika nie obchodzą, a depozyt wynosi prawie 3000 USD. Próbowaliśmy się dogadać, bo nie miałam takiego limitu na karcie, ale nic z tego. Musieliśmy dopłacić 1000zł, więc wynajem wyszedł nam prawie za 3000 zł za 9 dni. Bardzo drogo, niestety.

Paliwo 

Wychodzi ok. 4 zł za litr. Uwaga, na stacjach benzynowych oszukują! Nie wiem jak, bo zawsze patrzyliśmy na licznik, ale dwa razy oszukali nas na jakieś 40-50zł za jedno tankowanie. Dopiero, gdy K. zaczął liczyć, ile zrobiliśmy kilometrów i ile spala auto, coś nam się nie zgadzało. Podczas następnego tankowania wysiadaliśmy we dwójkę z auta, patrzyliśmy na ręce i licznik i nas więcej nie oszukano.

Drogi 

Drogi w miasteczkach są w różnym stanie – te główne są w porządku, ale o bocznych nie zawsze można tak powiedzieć. Największe dziury były w Bacalar. W mniejszych lub większych miejscowościach jest dużo progów zwalniających – są najczęściej nieoznaczone, ale jeśli widzicie przejście dla pieszych lub skrzyżowanie, to na 99% będzie hopka!

W miastach jest dużo jednokierunkowych dróg, dlatego warto zwrócić uwagę na kierunek strzałek z numerami domów – pokazują one, w którą stronę jest ruch. Zanim to ogarnęliśmy, parę razy zdarzyło nam się pojechać pod prąd!

Autostrady – w bardzo dobrym stanie – ogromne, szerokie, najczęściej prowadzą przez środek dżungli, więc nie zdziwcie się, jeśli przez kilkadziesiąt kilometrów nie zobaczycie żywej duszy na drodze. No chyba, że wyskoczy wam mała puma lub tarantula, tak jak nam (a myśleliśmy, że znaki pumy to taka atrakcja turystyczna!). Możecie też zapomnieć o stacji benzynowej, więc warto zatankować przed wyjazdem z większej miejscowości.

Tylko raz zapłaciliśmy za płatną autostradę na krótkim odcinku z Tulum do Bacalar – kosztowała tylko 29mxn, ale wiem, że czasem mogą kosztować kilkadziesiąt złotych.

Mieliśmy wrażenie, że niektóre autostrady są zrobione od linijki – przez 50 km może nie być żadnego zakrętu. A  znaki drogowe są przeogromne!

Noclegi 

Wszystkie noclegi zarezerwowaliśmy przed wylotem. Ale na miejscu parę rzeczy uległo zmianie – czasem chcieliśmy skrócić albo wydłużyć gdzieś nocleg. Czasem oznaczało to kombinowanie, stąd 9 noclegów na 15 dni 🙂 Poniżej znajdziecie adresy:

– Suites Moon River w Cancun – lądowaliśmy ok. 23 w Cancun, nie chcieliśmy się szwendać po nocy, a auto dopiero mieliśmy następnego dnia, więc wzięliśmy nocleg koło lotniska. Kiepski pomysł. Ceny taksówek są kosmiczne! Za przejazd 10 min trzeba byłoby zapłacić 150-200zł! Załatwiliśmy sobie transfer z hotelu za 25$, co i tak nie jest małą kwotą. Hotel tani (50zł za noc/1os), ale dodając koszty taksówki nie wychodzi już tak tanio. Raczej nie polecam takiego rozwiązania i hotelu, z tej perspektywy rozsądniejszym rozwiązaniem byłaby noc na lotnisku 4/10

– Maia Tulum – hotel ma już parę lat i nie wygląda tak idealnie jak na zdjęciach. 15 min pieszo do najbliższej restauracji, wypożyczalni rowerów czy sklepu. Było ok, ale nie wiem, czy bym jeszcze raz go wybrała w tej cenie. 7/10

– Gran Jaguar Hotel w Bacalar – ogromnie polecam! Niedrogi, ze skromnym śniadaniem (tosty, jajecznica i owocki, ale w tej cenie uważam, że i tak super), 15 min pieszo do centrum. Bardzo ładny i przytulny, a właścicielka przemiła – 10/10

– Hotel Waye w Valladolid – w cenie mieliśmy też ok śniadania (musli, jajecznica, świeże soki czy kawa). Pokoje bardzo ładne, miła obsługa. Polecamy 8/10

– Terrasse Hotel Playa del Carmen – dla mnie pobyt w tej miejscowości to nieporozumienie i żałuję, że nie mogłam już skrócić noclegu. Plusem było to, że jest on położony w mniej turystycznym miejscu, 10 min pieszo od 5 Aleji, więc jest fajna atmosfera i niedrogie uliczne jedzenie. Sam hotel był ok, fajny basen na górze, choć hotel był dużym kontrastem w stosunku do biedniejszej okolicy. Z hotelu możecie dostajecie wejściówkę do klubu na prywatnej plaży – poszliśmy raz z ciekawości, ale woda wyglądała jak w Bałtyku i była mega imprezownia, zupełnie nie nasz klimat. Pobyt oceniam na 7/10

– Alcobas del Mar na Holbox- najlepszy hotel naszego wyjazdu w stylu boho! Przepiekny budynek z fajnym basenem i tarasem – jest tu strefa chili: leżaczki, hamaczki, a nawet maty do jogi. Do tego relaksacyjna muzyka. Szczerze, to bardzo to odpoczęłam. Same pokoje są dosyć ciemne, ale to nie przeszkadzało przez klimatyczne oświetlenie. Hotel znajduje się 15 min od centrum, więc jest cicho i spokojnie. 10/10

– Suites Villas el Jardin – na Holbox tak nam się spodobało, że postanowiliśmy zostać dzień dłużej. W tym przypadku wybór był dosyć ograniczony. Padło na ten hotel, ponieważ był jednym z tańszych (choć i tak noclegi na Holbox są droższe w porównaniu do innych miejsc na Jukatanie). Jeśli nie będziesz miał żadnych oczekiwań i szukasz tylko noclegu na jedną noc, to ten hotel będzie ok. Pokoje są bardzo duże, niestety łóżko jest bardzo niewygodne, a rano znaleźliśmy ogromnego robala na podłodze. Hotel ładnie wygląda i ma fajny basen. 6/10

– Casa Balam w Cancun – świetna baza wypadowa – 10 min do ADO i R1, sklepów i 20 min do targów. Pokój mały, ale schludny, niestety nie było ciepłej wody. 8/10

O tym trzeba pamiętać:

– 4* hotele raczej nie odpowiadały hotelom 4* z Europy. 
– często był problem z wifi, najgorzej na wyspie Holbox. 

– prawie w każdym hotelu był problem z wilgotnością. Często były jakieś małe grzybki na suficie, szczególnie w łazience. Nasze były lekko wilgotne.

– brak suszarek w połowie hoteli. Specjalnie na wyjazd zaopatrzyłam się w malutką suszarkę (nie więcej niż 220V), bo często przeziębiam się w połączeniu – klima + mokre włosy

– kontakty – potrzebna jest wejściówka.

– mrówki w pokojach – zdarza się, jeśli mieszkacie na parterze.

– klimatyzacja – must have w Meksyku, choć często tam wiatrak sufitowy wystarczał

Co ze sobą zabrać?

Oto lista najważniejszych rzeczy:

– przejściówki do wtyczek

– dokumenty (paszport, kod QR, prawo jazdy + międzynarodowe, jeśli wypożyczasz auto)

– Mugga (można też kupić zamienniki na miejscu)

– olejek do opalania i na poparzenia

– suszarka (jeśli to ważne dla ciebie, bo nie zawsze jest w hotelu)

– buty ochronne do wody (nam się przydały w cenotach)

Czy w Meksyku jest niebezpiecznie?

To zależy gdzie. Wg. statystyk Meksyk nie należy do bezpiecznych krajów, ale to nie oznacza, że musimy zaszyć się w hotelu i nie wychodzić na zewnątrz.

My podróżowaliśmy po Jukatanie – najbardziej turystycznej i dochodowej części Meksyku. W turystycznych miejscowościach, tj. w Tulum, Cancun i Playa del Carmen było bardzo dużo uzbrojonej policji w karabiny, co z jednej strony wywołuję trochę niepokój u Europejczyka, jeśli widzisz 10 uzbrojonych po pachy policjantów w jednym aucie, ale z drugiej strony ma zapewniać bezpieczeństwo. Wzmożona ilość policji na ulicach była też na pewno spowodowane przez ostatnie strzelaniny w Tulum i Cancun.

My czuliśmy się bezpiecznie, choć w nocy nie zapuszczaliśmy się w podejrzane uliczki, a w biedniejszych częściach miast nie wyjmowałam mojej lustrzanki. Uważam, że wszędzie na świecie trzeba uważać, pilnować swoich rzeczy i nie epatować koszulkami Armaniego itd. 

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.